Festina F6855-1



Przy okazji zakupu pierwszego szwajcara (budżetowego, ale jednak - patrz Adriatica A8202.1115CH), jako, że szybko wybrałem konkretny model, postanowiłem przymierzyć jeszcze zegarek na eleganckim pasku (troszkę usportowiony, ale do koszuli w elegantszej wersji). Planowałem zakup zegarka również szwajcarskiej produkcji - tym razem Roamer. To zegarki o dobrej opinii i eleganckiej formie oraz (co nie jest bez znaczenia) w przystępnej cenie. 

Wybrałem Roamer Rockshell Mark III z białą tarczą (ref. 220837 49 25 02) oraz z czarną (ref. 220837 41 55 02). W obu przypadkach zegarki robiły bardzo dobre wrażenie co do jakości wykonania, natomiast po założeniu na nadgarstek ich efekt słabł. Największym mankamentem dla mnie był mało czytelny cyferblat. Tarcza robiła wrażenie chaotycznej. Zapewne to kwestia indywidualna, ale mi o wiele lepiej odczytuje się wskazania z wspomnianej „złotej” Adriatiki, a nawet tańszych od Roamera Festin. 

Druga kwestia to fakt, że nie jestem fanem zakrzywionych teleskopów. Owszem pasek dolega ładnie do koperty, ale skóra tak oprawiona szybciej się niszczy i oferta pasków tego typu jest znacznie skromniejsza. 

Przy okazji zauważyłem jednak w gablocie sklepowej inny zegarek (była to Festina model F6855-1) i zaciekawiony poprosiłem o możliwość przymiarki. To było to. Zegarek delikatny, elegancki, lekko usportowiony subtarczami, ale nie tracący przy tym swojego szyku.


Wiem, że firma ta nie ma w światku hobbistów, czy po prostu osób lubiących zegarki, zbyt dobrej opinii. Zegarki są niby bardziej w stylu sportowym i trochę odtwórcze, podobne do siebie. Przede wszystkim marka nie jest (mimo dosyć długiej obecności na rynku) w żaden szczególny sposób zasłużona dla zegarmistrzostwa. Nigdy niczego przełomowego nie opracowała i korzysta z gotowych mechanizmów (jak dotąd spotykałem się głownie z japońską Miyotą). Zważywszy na powyższe można spotkać się z opiniami na forach, że kwota około tysiąca złotych za kwarc od Festiny to przesada… i w pewnym sensie zgodzę się z tym stwierdzeniem. 

Tyle, że uznane za lepsze marki z powodu własnych mechanizmów, wielkiego zaplecza technologicznego i wspaniałej tradycji nie zawsze oferują coś co trafi w zapotrzebowanie każdego. Owszem zazwyczaj oferują świetną jakość i zaplecze części, ale przecież wiele innych firm opiera swoje czaso-odmierzacze właśnie o ich produkcje mechanizmów dając swoje koperty i wygląd zewnętrzny. 

W swojej kolekcji mam zegarek od Seiko (bo o Sieko i Citizena mi w tym wątku chodzi), ale w cenie do tysiąca złotych nie znajduję, więcej ciekawych dla mnie modeli na bateryjkę. Podobnie u Citizena, który w większości produkuje zegarki Eco-Drive, co przy gablotce i niedużej kolekcji nie jest idealnym rozwiązaniem. 

Owszem do kolekcji dołączą w swojej kolejności dwa modele Citizena. Jeden ze względu na synchronizację radiową (sportowy Promaster CB5034-82L lub Promaster CB5001-57E) i drugi również zasilany światłem, ale już bez technologii Radio Controlled ( AT2393-17H ew. CA0693-12A). Takie zegarki muszą mieć regularny dostęp do światła i schowanie ich na jakiś czas w szufladzie spowoduje rozładowanie ogniw. Lubię zegarki, ale przy kilkunastu sztukach, realnie można je założyć 2-3 razy w miesiącu. Z podobnych względów jeden automat w mojej kolekcji to  plan maksimum.  Ruch co kilka dni pozwoli mu na „przesmarowanie” mechanizmu, ale i tak mimo „czaru” płynącego sekundnika będzie to jeden z ostatnich moich zakupów. Rotomaty to osobny temat i wcale nie są wg specjalistów idealnym rozwiązaniem na kolekcję. 


Opisywany tutaj zegarek F6855, jak już wspomniałem, jest delikatny, elegancki, lekko usportowiony subtarczami, ale nie traci przy tym swojego szyku. Pasek jest jak to u Festiny... tj. świetnie się układa od pierwszego założenia, ale na jego długowieczność nie liczę. Przerabiałem to już z Festina F16101-6. Cóż taka uroda skóry. Przy wymianie na nowy na pewno zainwestuję w zapięcie motylkowe. To dobre rozwiązanie, pomagające szybko rozpinać pasek nie wyrabiając skóry w newralgicznych miejscach. 


Koperta ma okrągły kształt i szerokość 42 mm oraz grubość 11 mm. Zegarek wygląda na ręku na prawdę subtelnie. Subtarcza na godzinie szóstej to wskazanie sekundnika, a subtarczy na godzinie dwunastej to wskazanie minutowe chronografu. Najdłuższa wskazówka na tarczy głównej to odmierzanie sekundowe chronografu. Na godzinie trzeciej znajduje się datownik z wskazaniem dnia miesiąca. Cyferblat jest elegancko zdobiony żłobieniami oraz mieniącymi się szlifem rzymskimi cyframi. Koperta jest wykonana ze stali szlachetnej.

Zegarek jest oparty na kwarcowym mechanizmie zasilanym baterią. Z racji dosyć kłopotliwego zamknięcia na chwile obecną nie zidentyfikowałem werka. To jedyna wada tego zegarka. Dotychczas spotykałem się z deklami zakręcanymi kluczem nastawnym lub śrubkami. Zegarki zamykane na wpych tak jak ten też nie stanowią problemu, ale najczęściej mają wystający ząbek lub chociaż wgłębienie ułatwiające ich otwarcie, a tutaj mimo pięknie przeszlifowanej krawędzi dekla na błysk trudno szukać fabrycznego ułatwienia. Popróbuje jeszcze możliwie ostrożnie, ale obawiam się, że z czasem przez takie rozwiązanie, a raczej jego brak, ucierpi ładne wykończenie…i rysy mimo, że się zdarzają przy takich deklach tutaj mogą być pewne. Oby nie – postaram się znaleźć możliwie nie inwazyjny sposób. 

Jak dotąd w zegarkach tej marki zawsze spotykałem japońską Miyotę, ale zobaczymy co okaże się tutaj wkrótce. 


Szkiełko mineralne to standard w tym przedziale cenowym. Przy kliku zegarkach z tym rozwiązaniem i z różnym ich traktowaniem nie znajduje wad. Nawet tzw. wół roboczy tj. Festina Festina F16286-5 po dwunastu latach obijania nie wykazuje znaczącego zmęczenia materiału. Stąd też moja pewna słabość do tej marki. Zarówno wykonanie jak i stop koperty oraz bransolety po wielu latach wyrobiły u mnie zaufanie do marki. Dodając dobrej jakości szkiełko i przede wszystkim japońskie solidne mechanizmy nie ma do czego się przyczepić. Owszem ceny często są sztucznie nadmuchane, ale wystarczy odczekać chwilę od ogłoszenia nowości i oferta konkurencji dosyć szybko studzi zapały dystrybutorów Festiny. Bardzo często produkty tej marki są w promocjach, które urealniają wartość zegarków. 

Wodoodporność zegarka producent okrasił jako 30 m (3 bar) czyli zegarek jest odporny na zachlapania, deszcze i normalne użytkowanie. To najmniejszy wskaźnik z jakim się spotkałem. Myślę, że przesądził sposób ochrony mechanizmu. Zakręcany dekiel jest trwalszy, a wątpię aby ten zegarek był jakoś wyjątkowo uszczelniony wewnątrz, aby podnieść wodoszczelność mocowania na wpych. Poza tym trudno mi jednak wyobrazić sobie nurka ze skórzanym paskiem, dlatego nie spodziewałem się 100 m. Jeśli ktoś liczy na takie wartości to pasek będzie silikonowy/gumowy lub ze stopów metali. 


Zegarek uważam za bardzo udany zakup i przyzwoitą relację cena/jakość. Mimo, że założyłem sobie ambitnie kupowanie tylko „przemyślanych” zegarków marek o bardziej profesjonalnym profilu to obok Atlanica, Adriatiki, Seiko, Bulovy i innych musi znaleźć się miejsce na Festinę. Nic nie poradzę, że niektóre modele tej hiszpańskiej marki po prostu są w moim guście. Najwyżej druga gablotka będzie poświęcona Festinie ;-). Marce bez znaczącej historycznie tradycji, ale jednak w branży od ponad stu lat i o dobrej jakości produktów i ciekawej stylistyce.


Dodam jeszcze, że zegarek jest zapakowany schludnie zgodnie ze standardem producenta. Wsuwane kartonowe opakowanie z logiem Festina oraz wewnątrz niego eleganckie granatowe pudełko z zegarkiem. Wspominam o tym nie dlatego, że to coś wyjątkowego, bo przy klasie pakowania zegarków przez firmę Atlantic czy choćby Adriatica wypada słabiej, ale spotkałem się już z zegarkami kosztującymi sporo więcej, a oferowanymi klientom w "opłakanych" warunkach. Gro klientów kupuje oczami i w dzisiejszych czasach nie tylko liczy się przecież sam produkt, ale też jego otoczka i jak się go prezentuje potencjalnemu kupcowi .     


O marce:
Historia samej marki Festina zaczęła się w 1902 roku w Szwajcarii. Nie są to jednak zegarki SWISS MADE. W roku 1984 firma została przejęta przez Hiszpana Miguel Rodriguez, a marka Festina jako część Festina Group, znalazła swoją siedzibę w Barcelonie. Z informacji jakie udało mi się wyszukać podobno centrum produkcyjne jest ulokowane w szwajcarskim Herbetswill, choć zakładam, że tak jak większość producentów sporą cześć komponentów wytwarzają w RPC. 
W sumie o marce słyszałem sporo skrajnych opinii. Zarzuty jednak nigdy nie dotyczyły zastrzeżeń co do jakości czasomierzy, a raczej ich "nadmuchanej" ceny. Ja mam jak najbardziej pozytywne odczucia co do jakości wykonania, choć przychylam się do teorii o zbyt wyśrubowanych cenach w tej klasie. Mam jednak wrażenie, że prężna konkurencja je trochę ostatnio urealniła. 
Z tego co pamiętam Festina kiedyś była partnerem wielu wydarzeń sportowych m.in. kolarskich np. Tour de Pologne i nawet wypuściła poświęconą kolarstwu serię CHRONO BIKE. .