Invicta 23533 Specialty



Kolejnym po Invicta Pro Diver 22054 zegarkiem produkcji zza oceanu jest czasomierz typu skeleton model 23533 (tj. z przezroczystą tarczą i odsłoniętym mechanizmem).
Moje wrażenia z kwarcowego nurka były na tyle pozytywne co do jakości wykonania, że postanowiłem kupić kolejny model tej marki - tym razem mechaniczny.

Nie ukrywam, że trafiłem na niego przypadkiem, bo markę Invicta kojarzyłem głównie z serią Pro Diver opartą na mechanizmach Seiko NH35 lub kwarcowych PC32A, ewentualnie z wielkimi zegarkami o średnicy koperty 50 mm i więcej. Jak tylko zobaczyłem eleganckiego skromnego skeletona - poczytałem o jego parametrach, padła decyzja i już jest :-).


Zacznijmy jednak od początku. Małym zaskoczeniem dla mnie było opakowanie, które myślałem, że dedykowane jest serii nurków. Z racji gumowej powłoki, poduszki z gąbkowego materiału jakoś gryzie się z zegarkiem mechanicznym na skórzanym pasku. 


Jednakże jak już kiedyś pisałem - to tylko opakowanie, czyli rzecz drugorzędna. Najważniejsze kryje się w środku. Zegarek jest piękny. Biała tarcza z malowanymi rzymskimi indeksami byłaby jeszcze elegantsza gdyby były one naklejone, ale to jedyne moje drobne zastrzeżenie do tego czasomierza. 
Opisywany model jest jeszcze w wersji ze "złotym" mechanizmem i kopertą, jednakże nie widziałem go w polskiej dystrybucji (model 31154). 


Ciekawostką tego zegarka jest rzymska czwórka, która w pierwszej chwili budzi obawy co do rzetelności wykonania. Wystarczy jednak odrobina ciekawości, by odkryć historię, że już od czasów rzymskiego imperium unikano zapisu IV. Najpierw z powodu strachu przed gniewem Jowisza (IVPPITER), potem z powodu fanaberii Ludwika XIV. Finalnie przez wiele lat stosowano zapis IIII.     


Koperta zegarka mierzy 42 mm bez koronki. Okienko, przez które widać mechanizm i ruszający się balans ma średnicę 23 mm. Mimo, że zegarek nie ma żadnych dodatkowych funkcji (chociażby datownika) na tarczy dzieje się bardzo dużo. Począwszy od poruszającego się balansu, który jest umieszczony pomiędzy godziną dziewiątą i dziesiątą, po płynącą wskazówkę sekundową..... 
To mój pierwszy zegarek mechaniczny i dopiero teraz zrozumiałem ten zachwyt nad płynąca sekundą.
Owszem zegarki kwarcowe mają swoje zalety w postaci wysokiej dokładności oraz ich bezobsługowej pracy. Wystarczy wymienić baterię i 3-4 lata mamy spokój. Czy zegarek jest noszony, czy leży w szkatułce mechanizm pracuje tak samo. W przypadku omawianego modelu pozostawiony bez nakręcania sprężyny zatrzyma się. 
Posiadanie takiego czasomierza na początku wydawało się to niepotrzebnym dodatkowym obowiązkiem, ale to naprawdę czysta przyjemność. Zawsze z rana i tak odsuwam szufladę z zegarkami żeby założyć, któryś na nadgarstek i chwila na uruchomienie czasomierza z duszą zawsze się znajdzie - to już taki mały rytuał.     


Dekiel tego zegarka jest również transparentny. Widać przez niego prosty mechanizm Hong Tai Cal. STBL-005B (S.S.) z 17 kamieniami oraz ręcznym naciągiem sprężyny. Owszem nie jest to majstersztyk sztuki zegarmistrzostwa, ale i tak cieszy oko i jak na razie działa bez zarzutów. Po kliku testach ostatnie nakręcenie do pierwszego oporu koronki dało efekt działania mechanizmu przez 27 i pół godziny - to dobry wynik oznaczający, że wystarczy nakręcić zegarek raz na dobę i mechanizm będzie płynnie odmierzał nam czas.
Wodoszczelność zegarka producent określił na poziomie jedynie 30 metrów. Oznacza to, odporność na zachlapania i deszcz, ale żadna kąpiel z zegarkiem nie wchodzi w grę. 


Pasek tego zegarka jest wykonany z czarnej naturalnej skóry o rozmiarze 22 mm. Niestety ma tradycyjne zapięcie co skróci jego żywotność, ale na pewno wymienię je na motylkowe. Moim zdaniem wygodniejsze, trwalsze i bardziej eleganckie. 

  
Wracając do koperty, jak już wspomniałem ma ona 42 mm średnicy i około 14 mm grubości. Koronka, za pomocą której nakręcany jest mechanizm jest skromna, ale bardzo elegancka. Cały czas uczę się wyczucia optymalnego punktu nakręcenia zegarka i pomaga w tym widoczna przez okno w tarczy sprężyna. Operując koronką można obserwować jak się zwija. To świetne rozwiązanie nie tylko z perspektywy estetyki, ale i praktycznie ułatwia początkującemu użytkownikowi obsługę mechanizmu.  


Podsumowując, to mój pierwszy zegarek mechaniczny i zarazem pierwszy skeleton. Celowo pisze, że pierwszy, bo na pewno nie będzie jedyny. Myślę,że to najlepsze podsuwanie, jeśli pierwszy i jednocześnie prosty w budowie model bez kompilacji powoduje chęć zmiany kierunki kolekcji. Uległem czarowi okienka z widokiem na mechanizm oraz płynącej sekundzie. Stricte mechanicznych zegarków z ręcznym naciągiem na rynku nie jest zbyt wiele, ale już snuje plany co do automatycznej Bulovy, może z pośrednim przystankiem dla CvZ (CVZ0060RWH lub CVZ0054SL).   
Jeśli ktoś, tak jak ja, obawiał się zegarków mechanicznych Invicta 23533 to dobry niedrogi model na próbę.


O marce:

Firma została założona przez Raphaela Picarda w 1837 roku w La Chaux-de-Fonds w Szwajcarii. W 1991 potomkowie założycieli firmy sprzedali ją amerykańskiemu przedsiębiorstwu, które przeniosło siedzibę do Bazylei. W 2004 Invicta oficjalnie przekształciła się w Invicta Watch Group. Obecnie firma oferuje szeroką gamę modeli kwarcowych i automatycznych (często opartych na japońskich mechanizmach np. Seiko) w bardzo przystępnych cenach i o odważnym, a czasem kontrowersyjnym wzornictwie.  

Ciekawostka: 

W 2012 r. zegarki Invicta wzięły udział w projekcie Invicta Edge of Space Watch Project. Seryjne modele (bez ulepszeń) wzniesiono do górnych warstw stratosfery. Na tej wysokości ciśnienie, temperatura i promieniowanie były identyczne jak w przestrzeni kosmicznej, a po 3 godzinach zegarki wróciły z ponaddźwiękową prędkością 1 Macha na ziemię. Był to swoisty test jakości